CHODŹ NA HERBATĘ

Pogadamy. Pośmiejemy się. Zaprzyjaźnimy. Będzie fajnie!

Każdy przestaje kiedyś czekać na wiosnę

Każdy kto wreszcie zdaje sobie sprawę, że wiosna przychodzi w każdym kubku kawy podanym przez przyjemne, dawno temu zaznajomione i wciąż ukochane dłonie.

Tamten leniwy piątkowy poranek znów zaczęłam od swojego ulubionego rytuału.

Nie czekając na budzik, wygramoliłam się z łóżka i wsunęłam swoje bose stopy z nieustannie krwisto czerwonymi paznokciami w swoje ulubione klapki, w których zawsze czuję się jak w domu. Po drodze chwytając pamiętnik i szukając po omacku turkusowego, rozciągniętego choć najbardziej milusińskiego swetra, powoli zaczęłam dreptać w stronę drzwi tak, aby pozostawić po sobie jedynie cień i smugę resztek truskawkowego szamponu do włosów. A wszystko po to, by nie zbudzić tego, który sobie jeszcze smacznie w tym pokoju śnił.

Jedną ręką dopinając guzik swetra, drugą już udało mi się bezszelestnie zamknąć za sobą drzwi. Sukces. Już drugi dzień z rzędu zamknęłam stare, prlowksie wrota z wielką szybą nie budząc przy tym psa, dla którego poranne uchylenie drzwi zawsze oznacza furę świeżutkiego chappi w jego ukochanej miseczce.

I tak mijając słodko chrapiącego Kajtusia w jego wiklinowym łóżeczku, stawiając coraz to odważniejsze kroki na starej dębowej podłodze, skręciłam do kuchni zwiedziona promieniami słońca tańczącymi na drewnianych deskach podłogi.

Skuszona widokiem świeżutkich pomarańczy, podeszłam do stołu, który jeszcze doskonale pamiętał naszą wczorajszą studencką kolację. Długo się nie zastanawiając, chwyciłam swój różowy, lekko wyszczerbiony kubek z niedopitą wieczorną herbatą. Kubek, który miałam wyrzucić już tysiące razy. Jednak po każdej nieudanej próbie jego zagłady przekonywałam się na nowo, że chyba ma on dla mnie zbyt dużą wartość. Taką wartość jaką ma każdy inny wyszczerbiony kubek będący świadkiem tysiąca pięknych rozmów.

Biorąc pierwszy łyk, ruszyłam sentymentalnym krokiem w stronę szerokiego, zasypanego do granic możliwości włochatymi poduchami, parapetu. Parapetu będącego centrum każdego poranka.

Zajmując na nim zaszczytne miejsce niczym królowa Bona, usadowiłam się głęboko i wyciągnęłam przed siebie nogi. Klapki zostawiłam gdzieś daleko po drodze wraz z tysiącem zmartwień.

Po chwili zaciągnęłam sobie sweter na dłonie zupełnie tak jakby wczorajsza, zimna herbata miała mnie poparzyć. I tak trzymając w dłoniach swój różowy kubek, oparłam głowę o okno i zaczęłam rozkoszować się promieniami słońca, które wdzierały się do naszej ulubionej kuchni.

wiosno, gdzie jesteś?

Tak jak co rano, wypatrywałam śladów mojej ukochanej wiosny. Zastanawiałam się czy te ciepłe promienie pozostaną ze mną przez cały dzień czy znów uciekną zaraz po przywitaniu.

Czekam aż pewnego dnia wstanę i będę mogła wypić kawę na balkonie. Czekam na dzień, kiedy wypatrzę za swoim oknem fioletowe krokusy na zielonym trwaniku wśród latających za piłką dzieciaków i będę mogła udać się w najdłuższy spacer życia na koniec Wrocławia ubrana jedynie w kwiecistą sukienkę i ramoneskę. Czekam aż znów wszystko się zazieleni i przebudzi do życia. Najlepiej razem ze mną.

Właśnie tak bardzo chce mi się wiosny.

znalazłam cię, wiosno!

Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, gdy nagle budzą mnie twoje zimne dłonie delikatnie próbujące wyciągnąć z moich różowy kubek z zimną herbatą. Dłonie, które przed chwilą tak przyjemnie łaskotały mnie po karku próbując naciągnąć turkusowy, sprany sweter na moje ramiona. Dłonie, które potem odgarną włosy z mojej twarzy, by za chwilę móc ją objąć i dać buziaka w czoło na znak, że zaczynamy nowy dzień.

Lubię te wszystkie poranki, kiedy wiesz, że czekam na ciebie w kuchni dopijając zimną herbatę. Lubię ten nasz zwyczaj, gdy rano krzątasz się po kuchni i posyłając mi serdeczny uśmiech z tym swoim nieodłącznym, chłopięcym, zaspanym spojrzeniem, robisz mi kawę z cynamonem w twoim ulubionym kubku.

Wreszcie lubię, gdy włączasz naszą piosenkę i podchodząc do mnie, po drodze przecierasz swoje oczy. A gdy już podejdziesz, wkładasz mi w ręce pachnącą kawę, mówisz ,,dzień dobry” i tuląc się w moje truskawkowe włosy, razem ze mną zerkasz przez okno na budzący się świat. A to wszystko przy naszej piosence.

Właśnie wtedy wiem, że Tyś jest moją wiosną.

Poranki z tobą są wiosną. Twoje uśmiechy, spojrzenia i kawy z cynamonem są wiosną.

Dzięki tobie wiem, że nie potrzebuję krokusa dnia 21 marca, by mieć swoją wieczną wiosnę.

5 Comments

  1. Mieć kogoś, kto rozprasza ciemność i staje się światłem nawet w najciemniejszy zimowy poranek to zdecydowanie wieczna wiosna.

  2. I chyba właśnie o to w tym chodzi, żeby widzieć więcej w rzeczach, które nas otaczają i czerpać z nich niż czekać i szukać czegoś, na co nie mamy wpływu.

  3. Czyta się jak książkę. Może pora na jakiś selfpublishing? 😉
    btw. wtyczka say what umożliwia zmianę tekstu na guzikach 🙂

  4. Ale się fajnie czytało 😊 miałam przy sobie zielona herbatkę na pobudzenie😊

  5. Przyprawiasz o łzy w oczach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2019 CHODŹ NA HERBATĘ

Theme by Anders NorenUp ↑